Teodolit i jego ubycie

Tym sposobem dopiąłem mego celu. Podałem wam dowody ruchu lodowców i historyczny przebieg jego pomiarów. Teraz spróbujemy własną naszą na lodzie pracą dodać nieco do nauki o lodowcach. Przy rozpoczęciu naszej pracy nie może nam zbywać na postanowieniu, ani na wytrwałej cierpliwości przy jej wykonaniu. Spójrzcie na ten teodolit; składa się on głównie z lunety i koła podzielonego na stopnie; luneta może się poruszać w. górę i na dół; koło wraz z przytwierdzoną doń lunetą, na prawo i na lewo. Jeżeli chcemy dokonać małego ruchu z wielką ścisłością, używamy do tego stosownych śrubek, zwanych stycznymi śrubkami. Narzędzie spoczywa na trzech ruchomych nogach, które jednak przy stosownym ustawieniu mocno się trzymają.

Do wyżej wspomnianego koła przytwierdzone są pod kątem prostym dwie libelle wyskokowe. Przy pewnej wprawie łatwo jest ustawić tak nogi narzędzia, że koło jego prawie jest poziomem. Następnie przy pomocy czterech śrub podnoszących ustawiamy go zupełnie poziomo. Ściśle pod środkiem narzędzia znajduje się mały haczyk, na którym zawieszona jest nitka z ciężarkiem; gdzie ostrze ciężarka dotyka skały, robimy znak, a jeżeli grunt jest miękki zabijamy palik ściśle pod pionem, czyli pod nitką z ciężarkiem. Tym sposobem w każdym razie później pion zawieszając, odnajdujemy ściśle pierwotne położenie narzędzia.

Spójrzcie teraz w lunetę: widzicie, że w niej znajdują się skrzyżowane dwie cieniuchne pajęcze nitki. Chcąc użyć narzędzia do naszej roboty, kierujemy naprzód lunetę w poprzek lodowca dopóty, dopóki punkt przecięcia dwóch nitek nie pokryje ściśle pewnego punktu na skale lub pewnego drzewa na przeciwległej stronie doliny. Będzie on dla nas punktem stałym, który wraz z otaczającymi go przedmiotami szkicujemy w naszym dzienniczku, ażebyśmy go natychmiast rozpoznać mogli, kiedy następnie w to samo miejsce wrócimy. Wystawcie sobie linię prostą poprowadzoną od środka lunety do tego punktu i przypuśćcie, że linia ta pionowo pada na lodowiec, niby kamień z każdego jej punktu; otóż wzdłuż tej linii musimy wbić szereg słupów.

Wprawny pomocnik stoi już na lodowcu i trzyma słup pionowo. Opuszczamy lunetę nie dozwalając jej zboczyć ani na prawo ani na lewo; czyli mówiąc matematycznie; utrzymując ją na tej samej płaszczyźnie pionowej. Skrzyżowane nitki lunety prawdopodobnie padają na lód w pewnej niewielkiej odległości od słupa przez pomocnika trzymanego; ruchem więc ręki kierujemy go na prawo lub na lewo; jeśli poszedł za daleko, zwracamy go. Po paru próbach pomocnik wie, czy bliskim jest żądanego punktu i wtedy małe tylko robi poruszenia. Wkrótce trafia on na punkt przecięciem nitek pokrywany. Dany znak upewnia go o tern i wtedy zaraz wierci świdrem otwór w lodzie i słup zabija. Następnie dalej się posuwa i tymże samym sposobem ściśle drugi punkt wyznacza. Wbiwszy już parę słupów, pomocnik bardzo już szybko oznacza dalsze punkty. Tym sposobem możemy w poprzek lodowca umieścić dowolną liczbę słupów na jednej linii prostej.

Nazajutrz rano mierzymy posunięcie się wszystkich tych słupów. Ustawiamy teodolit na poprzednim miejscu i starannie go poziomujemy. Kierujemy naprzód lunetę na punkt stały znajdujący się na przeciwległej stronie doliny, poruszając styczną śrubę dopóty, dopóki go ściśle nie pokryje przecięcie skrzyżowanych linij. Opuszczamy wtedy lunetę do pierwszego słupa, przy którym już stoi nasz pomocnik. Ma on przy sobie miarę podzieloną na stopy i cale. Jeden rzut oka przekonywa nas, że słup posunął się ku dołowi naprzód. Kierując się naszymi znakami, pomocnik wynajduje punkt, od którego wyszliśmy wczoraj i mierzy odległość jego od słupa. Przypuśćmy, że ona wynosi 6 cali; o tyle więc słup się posunął.

Zapisujemy starannie godzinę i minutę wbicia każdego słupa, i znowu godzinę i minutę pomiaru odległości jego od pierwotnego położenia; możemy więc ściśle obliczyć ruch dzienny danego punktu. Odległości przebieżone przez inne punkty zupełnie w tenże sam oznaczają się sposób. Tak to bierzemy się do roboty; zdając sobie naprzód jasno sprawę z tego co robić mamy, a następnie starając się to wykonać dokładnie. Żeby robocie naszej rzeczywistą dać podstawę, przytoczę tu pomiary istotne, wykonane na Morzu lodowym w 1857 roku i nasuwające się wówczas uwagi. Jednego tylko żądam od waszej wyobraźni: abyście sobie wystawili, że spostrzeżenia te wspólnie wykonywamy. Trud pomiarów po większej części p. Hirst przyjął na siebie.